Trudno w to uwierzyć, w końcu raz wywiązuję się z obietnicy, jak widać trzymam się mocno postanowień noworocznych, jakkolwiek by to nie było zabawne, jestem zodiakalną panną i potrzebuję mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. Jak to powiedział Piotr Kaczkowski - To będzie piękniasty rok, dwa tysiące piękniasty.
O czym dziś? Dziś, moi drodzy, postaram się spełnić rolę prawdziwego motywatora, mimo że moja metamorfoza nie ma na koncie miesięcy ciężkiej pracy (dopiero cztery) i dziesiątek pożegnanych kilogramów (dopiero jedna), jednak uważam, że jeśli chcę wspierać każdego z was, bo w końcu obiecałam wam, że polubicie się, tak jestem do tego zobowiązana.
Wiem, że nikt nie lubi czytać ścian tekstu, nawet tak przyjemnego jak mój (uczę się z książek oznaczonych wydawnictwem Operon, więc wiem coś o przykrym przypadku nieczytelnych zdań, kiedy jedynym powodem do radości jest fakt, że każda linijka prowadzi bliżej końca), więc dzielę moją mini motywację na dwa posty, druga część ukaże się w niedzielę, bowiem może (podkreślam niepewność - może) jutro kilka słów o dacie czternasty lutego.
Zdaję sobie sprawę, iż nie należę do grona wykwalifikowanego jeśli chodzi o super pełną wiedzę na temat ćwiczeń czy diety, ale poniższe zdania są tworem moim i na ich podstawie sama zaczęłam dumnie kroczyć ku upragnionej sylwetce. Zacznijmy.
Jeśli chodzi o samo jedzenie słodyczy...
Samokontrola jest ważna nie tylko przy jedzeniu, ale po 21 dniach postu zmniejszy się ochota na słodkie, to potwierdzone nie tylko naukowo, ale i przeze mnie (dawniej - osobę nie mogącą bez nich po prostu żyć), gdzie aktualnie jem je zupełnie okazjonalnie, no i może wtedy, kiedy chcę, by cały świat trafił szlag (dojrzewam, więc coraz rzadziej, na szczęście).
Ćwiczenia to zaledwie 30% sukcesu, resztę stanowi racjonalne odżywianie się. Pomyśl, czy nie masz dość, ciągle powtarzanego, niczym chora mantra: od poniedziałku/od nowego tygodnia/w nowym roku/dziś zrobię wyjątek, ale jutro już nie ma mowy... To męczy bardziej od krótkiego słowa: nie. To chwilowa przyjemność, która kosztuje nas potem miesiące pracy. Zauważam to za każdym razem, kiedy na bieżni po pół godzinie na liczniku wyświetla mi się: -200 kcal, ale powiedzcie, który z najpyszniejszych batoników ma tylko 200 kalorii? Zrzucanie kilogramów samo w sobie jest bardzo ciężkie, ćwiczenia naprawdę potrafią dać w kość, ale zawsze można sobie pomóc. Jak? Właśnie nie jedząc słodkiego, co po czasie nie będzie ci w ogóle potrzebne, uwierz mi. W ten sposób nabierzesz zdrowych nawyków, a każdy taki krok prowadzi cię bliżej celu.
Ćwiczenia zacznij od krótkich ruchów - kiwania głową, gdy ktoś proponuje ci cukierka. Bo czy masz silną wolę, żeby skończyć na jednym?
Pomyśl, czy to nie jest idiotyczne. Słodycz. To tylko ładnie zapakowana czekolada, ciastka, czy batonik. Nie ma charakteru, głosu, ani rączek, żeby dać ci w twarz kiedy tylko powiesz: Nie potrzebuję cię ty paskudna maso kalorii, psujesz mi zęby i życie, nienawidzę cię! (choć może lepiej tego uniknąć, bo mówienie do przedmiotów jak na razie nie jest jeszcze zaliczane do w pełni zdrowego zachowania), to po prostu rzecz, a ty jesteś człowiekiem, ba! W Biblii to my jesteśmy królami świata, jakkolwiek nie brzmi to hiperbolicznie. Zwierzę może wpaść w pułapkę, ty jesteś wszystkiego świadomy/a. Reasumując: nie usprawiedliwiaj się: Bo miałam zły dzień, bo to jest silniejsze ode mnie. Żaden przedmiot nie jest silniejszy od ciebie, sęk tkwi w sile woli. Ulegasz temu bo jest słodkie, bo jest pyszne, co? Wiesz co smakuje jeszcze lepiej? Zwycięstwo skroplone satysfakcją.
To chwilowa przyjemność, która kosztuje nas potem miesiące pracy. Odmawianie przyjemnościom nie wymaga od ciebie ani jednej kropli potu. Dziewczyny dbają o swoje włosy i paznokcie, faceci również dbają o swój wygląd zewnętrzny. Kupujecie ładne ubrania, chodzicie do fryzjerów, to naturalne. Jednak, czy dbacie o swój organizm? Zastępując słodyczami lub fastfoodami zdrowe posiłki, zadajecie mu ogromny ból. Jak macie mieć zdrowo wyglądającą cerę lub lśniące włosy, jeśli nie dostarczacie organizmowi tego, co mu potrzebne - substancji odżywczych? To można zacząć już nawet od najmniejszego kroku, głupiego, małego kroku. Wstań pięć minut wcześniej i zrób sobie śniadanie do szkoły, nie wydasz pieniędzy na jakieś bułki słodkie, a po tygodniu (kiedy normalnie wydawałbyś/abyś 2 złote dziennie) zaoszczędzasz dziesięć. Po dziesięciu tygodniach masz pieniądze na super obcisłą sukienkę, w której wyglądasz jakbyś kosztowała milion dolarów, wiesz o czym mówię.
Nie chodzi o kompletne odmawianie wszystkiemu, ale na początek dobrze jest trochę zwolnić. Po czasie doświadczenia zaczęłam znać umiar i trzymam tak dalej. Dlaczego napisałam najpierw o słodyczach? Ponieważ każdy trener i dietetyk powie ci, że jeśli chcesz osiągnąć sukces, to musisz wyeliminować potencjalne przeszkody, a ta jest najbardziej złośliwa, ale i najprostsza do skreślenia.
To jak? Podejmiesz się małej próby? Nie zapomnisz jej nigdy, bo zmieni twoje podejście do krainy cukru i słodyczy. Dołącz do mnie, będę cię wspierać, zapisz notkę i wyświetlaj te słowa w chwili zwątpienia. To, że możesz się poddać, jest nieuniknione, ale wierz mi - jeśli po porażce podniesiesz się znów, to zwycięstwo będzie o wiele bardziej efektywne.
21 dni, ty, brak słodyczy, zaczniesz już dziś? Już teraz?
O.
.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz