Jestem tu znów, dwa dni później. Wczoraj nie zdążyłam niestety opublikować notki z powodu Dni Kamiennej Góry (rozumiecie). Dziś chciałabym z wami podzielić się moim konkursowym felietonem. Niestety, nie zdobyłam wyróżnienia, ale dziwnym byłoby wygrać za pierwszym razem. Nawet bardzo, bo wygrana nie zmotywowałaby mnie do pisania tak, jak fakt, że tego nie osiągnęłam. Myślę więc więcej, piszę dosadniej, odczuwam głębiej. I dobrze. Efekty tego pojawią się tu, a tymczasem felieton na podstawie Kamieni na Szaniec, zapraszam.
Wolność, kocham i rozumiem, wolności – oddać nie umiem… Tak sobie podśpiewuję pod nosem słowa Bogdana Łyszkiewicza, wokalisty zespołu Chłopcy z Placu Broni, drażnię kubki smakowe gorzką kawą, spoglądam na stare fotografie mojej ukochanej babci za czasów , kiedy miała swoje naście lat. Definicja naturalnego piękna, z zadziornym uśmiechem na twarzy, w koronkowej sukience do kolan. Gdzie ci mężczyźni ? Śpiewa Danuta Rinn. Natomiast ja pytam : Gdzie te kobiety ? Prawdziwe i szanujące się. No gdzie ?Jako osoba, która podpisuje się pod poglądami mizantropów, mogę ze śmiałością uznać (w końcu to mój felieton i mogę być w nim wylewna ile tylko chcę), iż ludzie wartościowi są na wyginięciu. Kształtują nas lata i postęp technologiczny, wszystko jest obsługiwane dotykiem (niestety, niektóre kobiety również). Zadaję więc pytanie : Jak żyć ? W odpowiedzi cisza, którą rozdziera melodyjne uderzanie kropel deszczu o moją balkonową balustradę. Pada deszcz, a ja czuję, jak odżywa we mnie siła do życia. Czas odpowiedzieć na wszystkie trapiące mnie pytania. Jak to jest, że ludzie wartościowi stanowią tak nieliczną gromadę wśród armii ludzi pustaków ? Dlaczego ta liczba się zmienia ? Może wpływa na to czas ? Fakt, kiedyś było zupełnie inaczej… Co różni współczesną młodzież od pokolenia Kolumbów ? Kim ja byłabym w roku 1943 i czy nadal mogłabym tak beztrosko siedzieć przed biurkiem i pisać co tylko ślina na język przyniesie ?Aktualnie w alfabecie współczesnych nastolatków króluje litera I. I-pad, I-phone, I-mac. To samo w niesamowicie rozbudowanych dialogach między rówieśnikami, typu : - Co dostałeś na urodziny ?- Nic szczególnego. Trochę kasy I nowy telefon I drogie kosmetyki I dużo ciuchów I psa I bilety VIP na koncert, chociaż w sumie nie postarali się w tym roku. Jest to załamujące i rozdzierające od środka, niczym kaszel przy zapaleniu płuc, lub ścisk liny, na której się wieszamy, bo nie wytrzymujemy presji, jaką buduje nam I-nteligentne społeczeństwo.Wyobraźmy sobie wybuch III wojny światowej. Strzelaniny, krzyki, piski, płacz, krew, kurz unoszący się nad miejscami bitew. Epoka spełnionej apokalipsy. Jak w takiej sytuacji poradziłaby sobie nasza współczesna młodzież ? Szczególnie chłopcy, u których, w większości, prawdziwe ideały przestały być pomnikowane już dawno temu ? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna. Właściwie to bez względu na fakt, jakim człowiekiem jesteś, a co przeżywasz będąc tak młodym. Wymogi, jakie stawia w swoim obliczu wojna, są niewyobrażalnie okrutne. Należy szybko dorosnąć, nauczyć się zaradności, walki, potęgować w sobie siłę patrioty. Aktualnie byłoby o tyle trudniej, iż my – jako młodzi ludzie, nie odczuwamy potrzeby angażowania się w sprawy państwa. Nie jesteśmy przystosowani do życia w takich warunkach, ale wojna nigdy nie zapowiada się tak wyraźnie, aby być w pełni na nią przygotowanym. Mimo wszystko, uważam, że pokolenie Kolumbów radziło sobie z tym o niebo lepiej. Warto przejrzeć te dwa obrazy przez wspólny pryzmat. Mowa o książce Aleksandra Kamińskiego pt. ,,Kamienie na szaniec’’, gdzie bohaterowie już od pierwszych kart powieści udowadniają nam, że są bardzo zdolnymi, ambitnymi, kreatywnymi i zaradnymi nastolatkami. Do tego przystojnymi i wykształconymi. Takich to tylko ze świecą szukać. Tu z miejsca przepraszam Cię, drogi Czytelniku, za tę chwilę rozmarzenia, aczkolwiek ich osobowość nie pozwala na przejście koło nich obojętnie. Są oni gotowi do poświęceń i porzucają kolorową wizję przyszłości, dla szarej i zakrwawionej rzeczywistości.Na usta ciśnie mi się piosenka z harcerskich lat. ,,O czym marzyłeś druhu młody, gdy z nagłą pękł twój marzeń świat ? Jakie tęsknoty w chwili trwogi rozwiał okrutny dziejów wiatr ? Jak wybierałeś w toni wojny i jak uciekałeś od swych snów ? I jak stało się, że tak spokojny odszedłeś aby wrócić znów ? Gdzie jesteście? Rudy, Alku, Zośko…’’. Tu następuje chwila ciszy symbolizująca mój ból, który empatycznie odczuwam wraz z tymi wspaniałymi bohaterami. ,,Potrafili pięknie żyć i pięknie umierać’’. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że powinno się umierać dla priorytetów, które przetrwają, a nie żyć dla idei, które umrą.W takich chwilach jestem wdzięczna Opatrzności za dar ludzi uzdolnionych w sztuce słowa, bowiem pozwala to wyciągnąć wiele wniosków. Niestety, okoliczności zmieniają postawy człowieka. Paradoksem XXI wieku jest to, że pomimo licznych wygód, człowiek jest coraz mocniej zniewolony. Smutną prawdą jest, iż ulegamy temu w całości, do końca nie wiedząc o tym. Na szczęście, istnieje jeszcze siła kreowania swojego charakteru, a jako, że jestem tego zwolenniczką, to z pewnym ryzykiem podjęłabym działalność w Małym Sabotażu, podobnie jak Rudy, Alek i Zośka. Byłabym o tyle dumna z tego, ponieważ niosłoby to wiele nowych doświadczeń i pozwalało łamać swoje słabości. Kim właściwie byłabym w 1943 roku ? Cóż, mimo epoki odwróconego dekalogu, nadal człowiekiem. Chociaż tak trudno zachować człowieczeństwo, gdy wokół wszędzie przelewana jest krew. Nawet w latach pokoju da się zauważyć zwierzęce zachowania wśród towarzyszy, z którymi przychodzi mi egzystować. Na skwitowanie nucę po raz kolejny (jak ja uwielbiam podczas pisania wygrzebywać swoje zapomniane talenty, które od dawna obległ kurz) piosenkę Łukasza Małkiewicza o pseudonimie Małpa pt.,,Męczennik’’ - ,,Wciąż nie potrafimy dbać o ulicę, a chcemy podbijać kosmos i dzielić się księżycem’’, uważam, iż więcej słów na podkreślenie ludzkiej zachłanności i żądzy władzy nie trzeba. Dawniej pieniądz nie był gwarancją szczęścia, choć był bardzo potrzebny, chociażby do zakupu nowej broni, a z takim kłopotem borykał się filmowy Zośka sięgający do posagu własnej siostry. Moim zdaniem najważniejsze rzeczy w życiu są za darmo, dlatego kieszenie wypchane pieniędzmi, niczym pluszowy miś watą, mogą nas tylko obciążyć. Bardzo ciepło wspominam scenę z filmu, podczas której rodzina Bytnarów wymienia się wzrokiem jedząc obiad, składający się z niedawno żyjącego jeszcze gołębia. Jak miło widzieć serdeczny uśmiech na twarzach tych ludzi, gdzie aktualnie potrafimy narzekać o brak ulubionej surówki komponującej się idealnie z ukochanym kotletem... Mamy tą ludzką przypadłość, iż doceniamy dopiero, gdy stracimy. Jest tak z wieloma rzeczami, choć najboleśniejsza jest utrata wolności, którą odstawiamy na tak dalekie miejsca. Podobno człowiek jest zdolny do wszystkiego w dwóch przypadkach : gdy jest zakochany i gdy walczy o życie. Tu mamy do czynienia zarówno z walką o życie i miłością do ojczyzny, jak i swych najbliższych. W tak trudnym wyborze nie pomogą nam nawet urokliwe postacie z reklamy TP, bo co wybrać ? Serce, czy rozum ? Narzuca nam to kolejny ciężar, niczym syzyfowy kamień, w czasie wojny. Co ciekawsze, jest to problem ponadczasowy. Zośka wykazał się prawdziwą wiernością, jak na przyjaciela przystało, organizując słynną akcję pod Arsenałem, nawet pomimo porażki za pierwszym razem, co jeszcze bardziej uwydatnia jego szlachetność. Widać tu, że nawet podczas okrutnego czasu, jakim jest wojna, która każe uciekać i nie patrzeć wstecz, znajduje się miejsce na ludzkie więzi. ,,Nawet w obliczu śmierci przyjemna jest świadomość posiadania przyjaciela’’, o czym mówi nam Mały Książę.Czas na powrót do rzeczywistości niezachwianej wojną. Może właśnie dziś, ktoś o podobnej wrażliwości do mojej (póki nie zastąpiono nas robotami) patrząc w gasnące promienie słońca, uświadamia sobie, że nadszedł czas na zmiany. Może jeszcze nie wszystko stracone ? Może nie doprowadzimy do kolejnej katastrofy? By nie ,,iść na śmierć po kolei, jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec…’’
O.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz