# 14 T A K


Witam was bardzo serdecznie, w ten sympatyczny, wolny od wysiłku intelektualnego dzień (choć nie zapominajcie, żeby rozpieszczać swój umysł i nie zaniedbywać jego kondycji). Jestem w trakcie wcielania w życie planu dotyczącego mojej kariery pisarskiej, bo jeśli Bóg obdarzył mnie tą umiejętnością już kilka lat temu, to uważam, iż grzechem byłoby ją zaniedbywać. Postanowiłam częstować was moimi obfitymi w urozmaicenia tekstami o życiu, są one lekkostrawne i ciepłe dla duszy, choć wraz z upływem czasu chciałabym podawać i te dla czytelników z wybrednym podniebieniem. Podobno elastyczność wymaga treningu. No tak, a o czym dziś? 




Dziś chcę nauczyć was czegoś nowego, niczym matka ukazująca mapę świata. Nie jest to doprawdy nic skomplikowanego, jednak brak tego zdecydowanie komplikuje życie. Jesteśmy zbyt niepewni i wątpiący, równocześnie pragnąc wielkich zmian. Nauczymy się mówić: Tak

Mało rozmawiamy o tym, co jest naprawdę ważne. Co natchnęło mnie do poruszenia tego tematu? Otóż ja, jakkolwiek narcystyczny by to nie miało wydźwięk. Kilka dni temu stwierdziłam: warto postawić sobie cel, ale nie byle jaki. W 2015 roku rozpoczynam działania w kierunku pisania (nie tylko związane z blogiem). Wraz z tym założeniem w mojej głowie zaczęły mnożyć się lęki i obawy, nie wspominając o spędzających sen z oczu pytaniach. 
Czy ktoś mnie doceni?
Czy istnieje możliwość, że w końcu licznik wyświetleń nabije trzykrotnie większą liczbę?
Czy nie zrezygnuję z powodu braku pomysłów?
I powiem wam, że takie pytania rujnują wszystko, bo rezygnujemy już na samym starcie, co kompletnie nie ma sensu. W rezultacie owych pytań w głowie zaczęły rodzić się desperackie pomysły i samokrytyka. Teraz również zadaję sobie pytania: Po co zaczęłam nad tym tak głęboko rozmyślać? Po co snułam teorie na temat mojej porażki? PO CO? Bo wiecie co? Wystarczy, że otworzę WordPada i po prostu zacznę pisać.

Tak samo bywa przy odchudzaniu, kiedy zdajesz sobie sprawę z męki jaka cię czeka, kiedy myślisz o wyrzeczeniach, o straconym czasie, kiedy wmawiasz sobie: nie, nie dam rady, to za dużo, muszę pić dwa litry wody dziennie, zrezygnować ze słodyczy, poświęcić czas na treningi i w ogóle podnosić tyłek z kanapy, podczas kiedy wolę oglądać film lub siedzieć na Fejsie. W taki właśnie sposób, zanim zaczniesz wędrówkę ku rozmiarowi XS, już sobie odpuszczasz. Nie oszukujmy się, jeśli jesteś sparaliżowany strachem, to wegetujesz. Zadajesz sobie setki pytań: A co jeśli? Reszta wpływa jeszcze bardziej destrukcyjnie, bo mamy tendencję do krytykowania siebie samych. Tak jest w przypadku pasji, związków, własnego zdania, przyszłości i pewności siebie. Wystarczy tylko zmienić myślenie, wydaje mi się, że w naszym mózgu gdzieś na pewno jest taki guzik, gdzieś musi być. Wiem, że to trudne, bo pozytywne podejście jest o wiele trudniejsze, niż to krytyczne, ale odważ się i zadaj sobie te pytania, zdaj sobie sprawę z tego, jak bardzo tego pragniesz. 
Zapytaj: A co, jeśli to się uda?
Jakie będą efekty moich starań? Czy będę z nich zadowolony?
Czy naprawdę warto chować głowę w piasek?
Zacznij zadawać właśnie takie pytania! Rozpiszcie to na kartce, rozpiszcie, ile radości i szczęścia czeka na was, kiedy postawicie ten jeden krok do przodu. Żyjecie w wiecznym strachu, lęki (podkreślam, to nawet nie są zmaterializowane istoty) przejmują nad wami kontrolę. Tylko wiesz dobrze, kto jest naczelnym producentem tych istot? Nie wiesz? Przeszkodą dla wiary w siebie jesteś tylko ty sam.

Siłownia, nauka, dobra książka, dawni znajomi, wymarzone zajęcie, piękna dziewczyna, przyjaciel, scena teatralna, sala taneczna, wytwórnia płytowa, redakcja gazety (dział z felietonami, o tak), babcia z dziadkiem. Świat. Świat nie chce twoich wymówek, pytań, na które nie odpowie i niezdecydowania. Świat jest wystarczająco zajęty sprawami innych (w końcu pewnych swego) ludzi i nie będzie na ciebie czekał w nieskończoność. On oczekuje od ciebie tylko jednego.

Powiedz: Tak







Wasza O.

1 komentarz: