Nareszcie po długim czasie oczekiwania i tęsknot otrzymałam możliwość kolejnego blogowego oczyszczenia. Po prawie 4 miesiącach bez laptopa można oszaleć, powyrywać sobie wszystkie włosy, wpaść w nałóg kofeinowy, zaburzyć zegar biologiczny, ale i przejść zmianę o 180 stopni. Z wyżej wymienionych doświadczyłam chyba każdego, no, może z wyjątkiem włosów, bo te są jeszcze całe.
Po pięciu miesiącach wegetacji i stanu x postanowiłam zaszaleć, zmienić się, podkręcić tempo życia. (Notabene, czytałam ostatnio artykuł o mężczyźnie, który przeglądając szafę żony przeżył szok, widząc naprawdę dziesiątki nowych zastaw, ubrań i biżuterii. Były to wytworne i nowe przedmioty ,,na specjalną okazję’’. Niestety, młoda kobieta umarła w wypadku i nigdy nie miała jak doczekać tego ,,specjalnego dnia’’. Do czego zmierzam ? Nie odkładajcie życia na później, bo każdy dzień przynosi niespodziankę, niekoniecznie dobrą. Jeśli teraz nie ugryziecie choć kęsa, to kiedy, co ?). Tak oto po okresie bałaganu emocjonalnego i galimatiasu w głowie stałam się optymistką, po łącznie dwóch latach dekadentyzmu. OPTYMISTKĄ, o p t y m i s t k ą. Trudno wam uwierzyć, serio, mi też trudno uwierzyć. Uważa się, że pozytywne myślenie jest sztuczne, przereklamowane, pełne zakłamania, wymagające zmiany koloru szkieł (w moim przypadku soczewek) na filtr waty cukrowej karmelizowanej topniejącą tęczą, mniam. Aktualnie mogę uznać się za osobę nawróconą, dosłownie od trzech dni żyję na nowo. W ciemnym kącie, w ciemnym pudełku zostawiłam melancholijny Dziennik Przemyśleń, wyrzuciłam z głowy przykre wspomnienia od których przechodzą mnie niemiłe dreszcze. Było, minęło. Sięgnęłam po wyimaginowaną pompkę i wpuściłam powietrze w policzki tak, aby uśmiech nie schodził z nich przez długi czas, odpowiada mi taki tryb życia. Do czego zmierzam ?
Podczas moich ostatnich obserwacji doszłam do wniosku, że my – jako młodzież nie mamy zbyt wiele wspólnego z radością. Stwarzamy nieistniejące problemy, jesteśmy masochistami emocjonalnymi, załamujemy się i czasem nawet sięgamy zbyt drastycznych rozwiązań. Piszę to wszystko, bo jeszcze jakiś czas temu, właściwie całkiem odległy jak lata świetlne, pisałam o samobójstwie.
Zastanawiam się, co wpływa na tak małą liczbę optymistów, nadal nie potrafię dojść do jednego, spójnego założenia. Wiem tyle, że smutek jest ucieczką w łatwiznę, łatwiej zwalić na coś, na kogoś, włączyć smuty i wyglądając beznadziejnie, przeglądać depresyjne tumblr’y, spoko. Tylko, że połowa nastolatków, którzy JAK KAŻDY CZŁOWIEK, podkreślam, bo myślicie, że problem dotyczy tylko was, miewa czasem okres załamań, nie zdajecie sobie sprawy z tego, że druga połowa świata ma gorzej od nas. Uważasz, że problemem jest to, że nie mieścisz się w spodnie ? Ciesz się, bo Bóg/Los/Opatrzność (dostosowane do waszych poglądów) kocha was tak bardzo, że nie cierpicie głodu i te za małe aktualnie spodnie są oznaką tego, że macie co jeść. Naprawdę irytuje mnie fakt, że tak często z igły robi się widły, że nastolatki są tak bardzo nieprzystosowane do trudów w życiu i nie potrafią niczego docenić. Słuchając świadectw wielu ludzi zdaję sobie sprawę z tego, ile tak naprawdę mam szczęścia.
Nie wiecie ile ? No to słuchajcie.
Nie dotknęła mnie żadna choroba, nie jestem nałogowcem, nie wpadłam w narkotyki, nie powiesiłam się, nie umarł nikt z moich bliskich, mam dach nad głową, mam przynajmniej pięć osób, którym mogę się wyspowiadać, jedną, za którą oddałabym życie (pozdrawiam Ilu), chodzę do szkoły gdzie zdobywam wiedzę, dzięki której jestem bardziej wartościowa, mam pieniądze na książki, które bywają wybawieniem (o tym trochę później), promienie słoneczne łaskoczą mnie w twarz, kiedy widzę deszcz za oknem zakładam kalosze i jak pięcioletnie dziecko idę się zmoczyć a banan z ust nie schodzi, z kolei zimą mróz szczypie w nos, wiosną czuję zapach koszonej trawy, latem zostaję gryziona przez setki insektów, a jesienią obserwuję zmieniające się barwy na liściach.
Lata lecą. Rosnę, tyję, chudnę, staję w miejscu (karzełek), zmienia mi się perspektywa egzystencjalna, zdobywam nowe umiejętności, dojrzewam, kończę gimnazjum, kończę liceum, jestem po studiach, lata studenckie wspominam z uśmiechem na twarzy, spotykam miłość swojego życia, buduję dom, sadzę drzewo (zaleciało klimatem z reklam Żywca Zdrój), przeżywam kolejne ,,dziesiąt'' lat, aż w końcu starzeję się i dożywam spokojnej starości. Tak przykładowo.
Powiedzcie mi teraz wszyscy
Ci, którzy skryci za maską fałszywości Internetu, Ci którzy co noc toną twarzą
w poduszce i wypłakują czarne łzy, Ci którzy nie żyją jak ludzie, a stworzenia
potrzebujące smutku i papierosów bądź czegoś ostrego, powiedzcie teraz. Czy nie
żal wam tego, co na was czeka ? Pisząc ciągle, że jest źle i zamykając oczy na świat, podczas kiedy życie przebiega w niesamowicie zaskakującym tempie, narzekając i klnąc, płacząc... Podczas pisania notki o samobójcach zalała mnie fala hejtów brzmiąca jednoznacznie : Dlaczego jesteś taka niewyrozumiała ? Nic o nas nie wiesz. Wydaje Ci się, że tak łatwo wyjść z tego stanu, najlepiej na pstryk. Nigdy nie okaleczyłaś się, nigdy nie płakałaś co noc. Nie potrafisz nas zrozumieć, nikt nas nie rozumie itp. itd.
Nie, niedoszli samobójcy. Nigdy nie przeżyłam załamania, nigdy nikt nie złamał mi serca, ani ja nie złamałam go nikomu. Nigdy z nikim się nie pokłóciłam, nigdy nie pogorszyłam się w czymś, nigdy nie narzekałam na siebie, nigdy nie wylewałam złych emocji na papier, nigdy uśmiech nie zszedł mi z twarzy. Nigdy.
W tym wszystkim najzabawniejsze jest to, drodzy pesymiści, że mimo, iż udostępniam wam kawałek swojego życia, nie wiecie o mnie nic. Przeżyłam wiele smutnych rzeczy, JAK KAŻDY i życie MI TEŻ dało w kość. Więc powtarzam pytanie : Dlaczego idziecie na łatwiznę i uciekacie w smutek ? Depresja to nie jest stan, w którym ludzie zostają do końca życia, jesteśmy młodzi, dopiero rozkwitamy, mamy w sobie dużo sił. Niemożliwym jest wyjście z tak głębokiego dna ? Haaaaaa, nie bardziej mylnego. Potrzebujecie dowodów ? W takim razie umówmy się, że jutro, gdzieś o tej samej porze udowodnię wam, że ze wszystkiego da się wyjść.
O.



Świetne!
OdpowiedzUsuńDziękuję Patka ! :*
UsuńJuż dawno doszłam do wniosku, że nawet smutek jest szczęściem, bo czym byłoby szczęście bez smutku. Jedno bez drugiego nie istnieje. Powinniśmy się cieszyć nawet z bólu i cierpienia jakiego doznajemy podczas naszego życia, bo dzięki niemu tak naprawdę potrafimy docenić pozytywne aspekty jakie spotykają nas na co dzień. Zgadzam się z Twoimi słowami w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach, ażeby nie dobić do setki- kto bogatemu zabroni :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, sądzę, że jeszcze nie raz u Ciebie zawitam, tymczasem zapraszam do siebie :)
http://fr0myesterday.blogspot.com/