# 12 Po 125 dniach

Chyba każdy pisarz ma w swojej rozkwitającej z zalążka młodego (przekwitającego powoli) kwiatu karierze okres bardzo natężonej wegetacji, jednak zdarzają się takie noce, kilka takich nocy w ciągu 365 stronnego rozdziału życia, kiedy mam ochotę rzucić wszystkim o ściany i z destrukcją w źrenicach podziwiać swoje piękne, tragiczne dzieło. Wtedy właśnie pojawia się czysta, śnieżnobiała niczym nadchodząca zima kartka i natłok myśli, symfonia niepołączonych ze sobą zdań, po które sięgam z rozkoszą i rzeźbię coś na kształt jednodniowej autobiografii umierającego kwiatka. Najlepiej jeśli jest to pudrowy goździk, kocham pudrowe goździki, ale no tak… co nowego?




Od szesnastu lat spotykam ją na każdym zakręcie, kiedy już wydaje jej się, że umknie mojej uwadze. Obserwuję z zaintrygowaniem jak z gracją i wdziękiem porusza się między szarymi tkaninami ubrań ludzkich, między burgundowymi z zimna policzkami i całuje w nie czule. Podglądam, gdy usypia wszystko, co przypomina nam o tym, że istnieje życie poza chodnikami i betonem miast. To ona, w tym roku wyjątkowo nie w swojej formie. Zima.

Choć doprawdy, temperatura odczuwalna jest łaskawsza, niż w niektóre dni tegorocznej jesieni, to rodzi w mojej głowie wiele pytań do Stwórcy, ale przede wszystkim, czy te święta choć raz od pieprzonych czterech lat pozytywnie mnie zaskoczą? O tym może warto podyskutować będzie w mym popisowym monologu, kiedy następnym razem przyjdziecie tu, żeby zaczerpnąć mnie trochę? Bo… to przykre, ale minęło prawie pół roku, no, pięć miesięcy, STO DWADZIEŚCIA PIĘĆ DNI od ostatniego, z jak wielkim utęsknieniem wspominanego zdania ,,Dobra robota Oliwka, miałam co z sobą zrobić dziś wieczorem’’. I co? Tym razem zaskoczę was niesłychanie! Zero narzekania! Po prostu biorę się w garść, rozwijam to cholernie pasjonujące zajęcie, które w środku chłodnych nocy napędza mnie do dalszego pisania i dostarczam wam nowych myśli, nieustannie błądzących po mrocznych zakamarkach mojej głowy.


Życie się zmieniło. Diametralnie. Nawet wegetacja i ten cały śmieszny smutek, charakterystyczny dla mnie jak czarne kapelusze z wielkim rondem czy czerwona szminka. Wiesz, poznaję się na życiu wciąż. ,,Nie przywiązuj się do nikogo, świat traktuj z dystansem, bądź panem swego losu, dąż do osiągnięcia doskonałości’’. Powtarzane przed lustrem do utraty oddechu, niczym mantra, stale. Dorastam. Mimo bardzo dziecinnych zachowań, chyba czas najwyższy. Jestem w liceum, to wszystko tak jakoś się zmieniło. Trenuję swoją siłę i wytrzymałość, oddaję się nowym zajęciom, podejmuję wyzwaniom, nie odnoszę porażek. Podchodzę do wszystkiego niezwykle poważnie. Zapominam czasem o daniu sobie szansy, zapominam o kreowaniu tego, co we mnie najlepsze. Chcę pisać i z tego czerpać satysfakcję, i pieniądze. To nie jest wcale proste. Jednak pomagasz mi w tym, jesteś ze mną przez całą moją drogę do spełnienia marzeń. Traktuj mnie wyrozumiale, bo otwieram się przed tobą. Traktuj mnie jak równego sobie, twórz razem ze mną zgrany zespół, nie ma mnie bez ciebie, Czytelniku.








O.

2 komentarze: