#19 Desperacja



autorstwa Kamili Sobiechowskiej, analog



Droga Weno, 

Piszę do Ciebie nie ze względu na moich czytelników, których mimo wszystko pragnę łapać w swe sieci, jak ryby o łuskach w kolorze tęczy. Piszę z najczystszych, egoistycznych pobudek. Bez Ciebie przypominam woreczek foliowy, rozgnieciony i porzucony na środku ulicy. Gdyby tylko Twój boski wiatr zadął w mą skroń - uniosłabym się znad asfaltu i poszybowała wraz z nadzieją na stworzenie najczystszej formy sztuki, wydestylowanej do perfekcji. Nie jestem jednak takim woreczkiem, jak w American Beauty, a pozbawionym zdolności latania foliowym niczym. 

Wróć do mnie, proszę, ponieważ spokojne noce obrzydły mi do tego stopnia, że celowo przedawkowuję kofeinę, by tracić kolejne godziny na sen. Czekam cierpliwie, przecierając podkrążone od zmęczenia oczy, aż przyjdzie mi do głowy tak cudowna myśl, tak genialna, która spędzi mi sen z powiek aż do bladości za oknem, zwiastujących nadejście kolejnego dnia.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, co zrobiłam. Mam krew na rękach i nie mogę zetrzeć jej w żaden sposób. Podobnie jak Lady Macbeth - puste cele oślepiły mi wzrok moralny. Może jednak nie jest dla mnie za późno? Naznaczyłaś mnie piętnem. Ludzie widzą tą niepełnosprawność we mnie, a w ich oczach nie ma już blasku, który pojawiał się na myśl o nowych tworach. Oni wiedzieli już dawniej, z czym przyjdzie mi zmierzyć się dziś. Jakże niemądra byłam wówczas, ignorując rady napływające do mnie zewsząd. Gdybym o Ciebie dbała - nie odczytywałabym ich zamiarów błędnie. 

Czytałam, że kultura nie jest niepełnosprawnością, ale jej brak - owszem. Tak samo jest chyba ze zdolnością świadomego myślenia. Poszukiwałam w gimnazjum odpowiedzi, miliona odpowiedzi na dręczące mnie biliony pytań. Byłam zmuszana więc do ciągłego zastanawiania się nad sensem całego jestestwa, boleści i ułomności, które dostrzegałam w każdym napotkanym człowieku. Jesteśmy 
w końcu sumą walczących ze sobą wewnątrz nas przeciwności, czyż nie? I niefortunnie, jak na złość - przestałam myśleć właściwym torem. Porzuciłam całą swoją refleksyjność na rzecz zmartwień o szkołę, przyziemne sprawy i pustkę. Przez wiele lat narzekałam na mężczyzn, którzy na pytanie "O czym właściwie myślisz?" odpowiadali "O niczym". Moja gimnazjalna wersja, nieco feministyczna momentami, negowała tę płeć. Jak można myśleć o niczym?! - zastanawiałam się. Tak oto minęło kilka lat i już wszystko jest jasne. Można. Po prostu. 

Jedyne o co proszę, to o Twój powrót. Bez Ciebie jestem analogiem pozbawionym kliszy. Niby budzi zaintrygowanie, ale jest zupełnie bezużyteczny. Nadchodzi jesień, najlepszy czas w moim życiu, jak co roku. Jednakże na ile on będzie cudowny bez Ciebie? Przyjdź, nalegam, już dawno nie przebywałaś ze mną, w towarzystwie drażniącego kubki smaku kawy i jesiennej ulewy. Obchodzę niedługo swoje osiemnaste urodziny, nie może Cię wtedy zabraknąć! Spraw mi prezent i przyjdź, masz u mnie wielki dług wdzięczności. Kto jak nie ja, przekłuje Twą kamienną formę w kształty niespotykane nigdy dotąd?

Jeśli chciałbyś mi pomóc, tak bezinteresownie (podobno za to dostaje się lepszego adwokata w dniu Sądu Ostatecznego) - pomyśl chwilę o ludzkim utrapieniu. Każdy ma własne. 

Szanowna Panna Wena
Prawdopodobnie Prawy Zakątek Głowy
Gdzieś między Pogardą Dla Obojętności Ludzkiej a Niewyjaśnioną Miłością Do Masła Orzechowego
12.25.01.09.98. - Żywot Oliwii Salamon 




Do rychłego przeczytania.
O. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz